Potrzeba pomocy…czy oznaka słabości…?

Dwa miesiące temu wybrałam się do terapeutki. Jestem na takim etapie życia, że sama już sobie nie poradzę. Oczywiście bardzo długo odwlekałam tą decyzję. Terapia, wizyty u psychologa, kojarzą mi się z oznaką słabości, a ja przecież nie mogę być słaba…

Wiosną zeszłego roku moja przyjaciółka zabrała mnie do psychiatry. Boże ! Już na samo słowo PSYCHIATRA czuję się jak wariatka :/ Tak czy inaczej byłam na trzech wizytach. Pani doktor zdiagnozowała u mnie depresję… Przepisała mi nawet jakieś leki, po których niestety czułam się jeszcze gorzej. Sama depresja objawiała się ciągłymi zmianami nastrojów, krzykiem, brakiem kontroli nerwów, częstym płaczem i gorszymi dniami…prawie codziennie :/ Nie radziłam sobie z rzeczywistością i otaczającym mnie światem. Nie radziłam sobie sama ze sobą. Zrezygnowałam z tych wizyt, ponieważ farmakologicznie Pani doktor nie potrafiła mi pomóc. W końcu cały czas choruję na migrenę, co wykreśla z listy sporą część leków, które mogła bym brać.

Minął rok. Dużo pracowałam nad sobą. Staram się już nie gdybać, nie analizować, nie nakręcać się…ale nie zawsze mi się to udaje. Wydaje mi się, że dojrzałam do decyzji pójścia na terapię, bo w końcu muszę zrobić coś dla siebie. Wstyd mi się przyznać do słabości, ale czasami wstyd trzeba odłożyć na bok i zawalczyć o siebie. W końcu całe życie przede mną. Nie chcę go zmarnować. Nie chcę, aby moje dzieci za kilka lat mówiły „moja Mama to całe życie tylko się darła na nas”… :( A często tak właśnie jest. Swoją złość wyrzucam z siebie właśnie w domu, no bo gdzieżby indziej :/ Niczemu niewinne dzieci „obrywają” za nie pościelone łóżko, bałagan na biurku czy krzywo ułożone książki. Krzykiem reaguję na rozlaną herbatę czy okruszki na kanapie. Krzyczę, bo to mój jedyny sposób na poradzenie sobie z bezsilnością. Kiedy mam za dużo na głowie, a jeden problem pociąga za sobą kolejny, jestem sama. Nie stać mnie na odrobinę uśmiechu, na empatię, której tak bardzo wypatrują we mnie moje dzieci. Staję się złym człowiekiem i nie potrafię sama tego zatrzymać. Potrzebuję wsparcia, dłoni, która pociągnie mnie w górę, osoby, która pomoże mi uwierzyć, że codzienność, choć ciężka, może być naprawdę przyjemna. Mam gdzie mieszkać, mam cudowne dzieci, pracę, która daje mi stabilizację finansową i godne życie, tydzień temu dostałam propozycję awansu, kocham…i jestem kochana…

…a jednak coś jest nie tak… nie czuję się szczęśliwa i naprawdę nie wiem czego ja do cholery w życiu chcę!

 

emily

Codzienność w samotności

Półtora roku jestem już sama. Rozwód…to najgorsze przeżycie w moim życiu. Kiedy moja Mama zapytała o jego przebieg, powiedziałam tylko dwa słowa… „miazga emocjonalna”. Bardzo to przeżyłam i choćby ze względu na rozwód, już nigdy nie wyjdę za mąż :P

Chyba przyzwyczaiłam się do samotności, tej codziennej…bo przecież ciągle jest On, który choć psychicznie, telefonicznie, mailowo mnie wspiera, to jednak na co dzień mieszka z inną…

Każdego ranka odwożę dzieciaki do szkoły, przedszkola, codziennie rano spóźniam się do pracy, ogarniam rachunki, zakupy, wizyty u lekarza, dentysty, ortodonty, wycieczki szkolne, głupie składki, bale przebierańców. Jestem matką i ojcem w jednym. Piorę, sprzątam, gotuję, naprawiam gniazdka w domu i zepsuty kran. Kupuję kolejne buty do przedszkola i piąty piórnik do szkoły. Czasami mam wszystkiego dość i uwierzcie mi na słowo, nie jestem „Matką roku” :/ Codzienność mnie przerasta, a kiedy Tatuś przyjeżdża z zagranicy i mam „wolne” 24 h to sama nie wiem czy się położyć i odpocząć czy wręcz przeciwnie, nadrobić zaległości.

Półtora roku temu wzięłam głęboki oddech i przyrzekłam sobie, że teraz będzie już wszystko dobrze, tylko nie przewidziałam jednego…że mimo, że sama świetnie sobie radzę, to jednak samotność…powoli mnie niszczy…

 

emily

Nowa ja?

Popełniłam w życiu wiele błędów. Jest kilka takich, których się wstydzę, kilka takich, których bardzo żałuję, ale są też takie, które nauczyły mnie innego spojrzenia na otaczający mnie świat. Każdy z nas je popełnia, ale chyba największa sztuka w tym, żeby wyciągać wnioski, które ukształtują naszą osobowość.

Nigdy nie byłam…pokorna:/ Odkąd pamiętam bardzo chciałam mieć własne zdanie, nawet jeżeli nie do końca było właściwe. W dorosłym życiu chciałam być niezależna, ale i oczekiwałam wsparcia ze strony mojego partnera. Rzeczywistość okazała się być jednak na tyle przekorna, że po kilku latach już niemal dobrowolnie poddałam się dyktaturze mojego męża. Zatraciłam siebie, całkowicie dostosowałam się do Jego życia i Jego warunków. Zgubiłam gdzieś po drodze swoje przekonania, charakter, zatraciłam kobiecość i własne potrzeby. Stałam się poddaną swojemu Panu i Władcy.

Minęło kolejnych kilka lat zanim uświadomiłam sobie, że życie przepływa mi przez palce, a ja nadal stoję w jednym punkcie. Rutyna sprawiała, że zaczęłam żyć bardzo mechanicznie. Dzieci, praca, dom. Przyjemność stawała się być rarytasem, na który przestało mnie być stać. Ciągłe wymagania, presja i nic w zamian. Nie taki miałam plan na życie.

Decyzja o odejściu była najtrudniejszą decyzją w moim życiu. To się nie stało w jeden dzień, to dojrzewało we mnie przez ostatnich kilka lat. Siła, jaką miałam w sobie pakując walizkę przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Postawiłam wszystko na jedną kartę i dziś…nie żałuję. Nie jest łatwo być samemu, ale radość jaką daje życie jest tego warta. Wychodzę z mieszkania i nadal mam podniesioną głowę… PODNIESIONĄ GŁOWĘ, rozumiesz?

 

emily

…dla wybranych

Czy miłość istnieje? Wymagamy szacunku wobec siebie i innych, chcemy kochać i być kochanym…dlaczego to takie trudne?

Już kilka lat temu przestałam wierzyć w miłość, choć dziś się zastanawiam, czy kiedykolwiek w nią wierzyłam. Kiedyś usłyszałam, że to uczucie wymyślone i nakręcane przez ludzi. Otwieram pierwszą z brzegu książkę i czytam o tym, jaka miłość jest piękna, że to uczucie, które unosi Cię ponad chodnikami, że wiąże Cię z drugim człowiekiem złotą, niewidzialną nicią… i zastanawiam się ile w tym rzeczywistości, a ile życiowego marketingu.  Czasami jest tak, że patrzysz na kogoś i myślisz sobie…Jezu, ależ Oni są szczęśliwi! Sposób w jaki na siebie patrzą i jak się do siebie odnoszą świadczy o tym, że naprawdę wiele dla siebie znaczą. To widać. Tego nie musisz dociekać. Szacunek z jakim się traktują świadczy o tym, że Ją znaleźli… znaleźli swoją Miłość. Taki widok i tacy ludzie zawsze mnie wzruszają. To piękne patrzeć na czyjeś szczęście. Dlaczego więc takich par jest coraz mniej? Zatracamy się w pracy, codzienności i rutynie. Zapominamy o tym co jest w życiu najważniejsze. Dajemy wciągnąć się w wir życia odkładając na drugi, a czasem i na trzeci plan własne szczęście. Bo przecież mieć obok siebie osobę, która wspiera, pomaga, całuje, przytula, kocha i szanuje, jest największym szczęściem jakie tylko możemy sobie wymarzyć. Dlaczego więc na własne życzenie z tego rezygnujemy?? Często robimy to dla własnej wygody, bo przecież zmiana przyzwyczajeń wymaga od nas zbyt dużo wysiłku…

Czy w takim razie miłość w ogóle istnieje? Czy może jest zarezerwowana tylko dla wybranych…?

…a może tylko dla tych, którzy chcą w Miłość zainwestować…

 

emily

Moje małżeństwo…

…skończyło się już kilka lat temu. Nie potrafiliśmy o siebie zawalczyć, w nasze życie wdała się rutyna i przyzwyczajenie. Nie żyliśmy ze sobą, a obok siebie…
Mój mąż jest dobrym człowiekiem, ale ma cholernie wredny i trudny charakter :( Musi być na pierwszym miejscu, musi dyktować warunki, to On jest Panem i Władcą.
Po 10 latach powiedziałam dość…
…dość bycia na kiwnięcie palca
…dość bycia wciąż najgorszą żoną, matką i kochanką
…dość znęcania się psychicznego
…dość wyrzutów sumienia
…dość udawanych orgazmów, tylko Jego przyjemności i seksu na zawołanie
…dość zakazów i ograniczania
…dość już
Wyprowadziłam się, wynajęłam mieszkanie, złożyłam pozew rozwodowy
Czas na nowy początek……………………………………….bardzo trudny początek :(
Skąd miałam w sobie tyle siły? …do dziś nie wiem, choć jestem dopiero na początku tej drogi, ale wierzę, że wszystko się kiedyś ułoży

emily

Wdech…wydech

Kilka razy tu wracałam w ciągu ostatnich miesięcy, ale za każdym razem, kiedy usiadłam do komputera uświadamiałam sobie, że nie jestem w stanie ogarnąć swojego życia i po prostu o nim pisać… To cholernie trudne, zwłaszcza ostatnio :( Wszystko się zmienia, my się zmieniamy, nasze poglądy, priorytety…
Życie nabiera nowego znaczenia…i osoby, które się wokół nas znajdują…

emily

Życie…nowe?

To był czas bardzo intensywny, skomplikowany. Dużo się wydarzyło…chyba więcej niż mogłabym się spodziewać. Moje życie przewróciło się do góry nogami. Efekty zmian, jakie w nim nastąpiły będe mogła ocenić za rok, dwa, na pewno nie dziś, nie tu…
Człowiek jest bardzo skomplikowaną jednostką. Ogarnięcie myśli, uczuć i wniosków w jedną całość niemal graniczy z cudem. Najwazniejsze to ustalić czego się w życiu chce, potem już wystarczy tylko do tego dążyć. Proste? Ba!

emily

Orgazm miłości

Moment, w którym doprowadzasz mnie do orgazmu jest niezwykłym momentem. To uczucie, które przenosi mnie w inną przestrzeń… Surrealistyczny świat przyjemności, rozkoszy i pożądania nagle staje się fascynująco realny, lecz niemal niemożliwy do wytłumaczenia. Już od początku ilość i jakość (!) orgazmów, które dzięki Tobie przeżyłam jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo…nie myślałam, że moje ciało jest zdolne do przyjęcia taaaakiej przyjemności. Te niesamowite i niejednokrotnie nowo odkryte doznania sprawiają, że seks staje się tym…zupełnie wyjątkowym. Doprowadzasz moje zmysły do szaleństwa, a moje ciało do niebywałej rozkoszy. Wczoraj, kiedy pieściłeś mnie ustami…przeniosłam się do innego świata, straciłam niemal całkowicie kontakt z rzeczywistością, uniosłam się gdzieś bardzo wysoko, gdzieś gdzie było mi nieziemsko przyjemnie… To było niesamowite (!) Każdy Twój dotyk, każdy ruch, oddech, ciepło Twoich ust…zbliżało mnie do eksplozji przyjemności………….a potem znowu … i jeszcze raz…(!) I, o ile wcześniej nierealne, to osiąganie kilkukrotnego orgazmu …bez przerwy…bez wytchnienia … jest NIESAMOWITE ! I wiesz… to Ty pokazałeś mi, że nie ma granic przyjemności i nawet najbardziej nieosiągalne staje się niesamowitym przeżyciem, jeśli tylko tego chcemy… Uwielbiam kochać się z Tobą … i nieważne czy jest to samochód, hotel, łąka czy winda…… po prostu… Ty i Ja…
emily

Zamknij drzwi, włącz muzykę i…

Usiądź wygodnie, zrelaksuj się…stoję przed Tobą w czarnej, seksownej, koronkowej bieliźnie…pończochy i wysokie szpilki… Moje biodra delikatnie kołyszą się w rytm Naszych ulubionych dźwięków…delikatna, subtelna, kojąca…Ty zawsze wiesz co wybrać ;) Przymykam oczy, a moje dłonie delikatnie pieszczą ciało…szyja, piersi, brzuch, biodra, wewnętrzna strona ud… powoli, bez pośpiechu, każdy centymetr…Patrzysz… Podchodzę do Ciebie, pochylam się i delikatnie całuję Twoje usta… Dotykasz mojej pupy i pieścisz ją tak jak lubię najbardziej… Odwracam się plecami i pieszczę nią Twoją męskość… Mmmm jest przyjemnie twardy… Dotykasz palcami moich pleców, całujesz je, liżesz… Mój oddech przyspiesza…Twój…czuję go na plecach…

Rozchylam nogi i siedzę tak, że znów mogę widzieć Twoją twarz i całować usta :* Uwalniasz moje piersi z czarnej koronki i językiem sprawiasz mi przyjemność… Lubisz to… Dzięki Tobie ja też… Kiedy jestem już bardzo rozpalona, a Twój penis mocno napiera na moje uda i pupę, schodzę nieco niżej. Rozpinam pasek i zamek… Dłonią zaczynam Go pieścić dając mu przedsmak przyjemności… Językiem otaczam Jego koniec, żeby chwilę później lizać,  ssać,  pieścić,  kochać Cię ustami tak jak lubisz najbardziej… Powiedz mi jeżeli nie chcesz… Powiedz,  jeżeli chcesz inaczej… Pomóż mi dać sobie przyjemność na jaką zasługujesz… Zamknij oczy i zapomnij o całym świecie…  bądź tylko ze mną i tylko dla mnie… bo ja…jestem tylko Twoja… :*

Wiem,  że wiesz …:*

 

emily

Nie chcę…już nie!

Potrzebuję ciepła, uwagi, troski…

W moim dziwacznym świecie…nie mogę na to liczyć, więc lepiej mi będzie samej ze sobą…

Biorę głęboki oddech i dwa kroki do przodu. Za sobą zostawiam wszystkie niewyjaśnione sprawy, żale, namiętności i … nie chcę do tego wracać…już nie! Chcę być sama…

 

emily

Kawka! Latte … a może Espresso?

Spotkaliśmy się w jednej z miejskich galerii handlowych. Siedzieliśmy przy stoliku i piliśmy pyszną kawkę. Środek dnia, mnóstwo ludzi wokół. Rozmawialiśmy. Tak zwyczajnie, jak starzy znajomi…. prawie jak znajomi ;-)  ale… coś jednak wisiało w powietrzu ;) Aaaa i dobrze wiedziałam jak łatwo Go rozpraszać na różne sposoby ;-) Na przykład  stwierdzeniem, że nie założyłam dzisiaj bielizny :-D Jego wyobraźnia niemal natychmiast zaczyna działać, a ja … lubię patrzyć na Jego wyraz twarzy w takiej sytuacji :-D Jego oczy… zaczynają lekko błyszczeć, a proste zdanie nijak nie układa się w całość!

Zeszliśmy na parking podziemny, żeby zapalić. Potem odprowadził mnie do samochodu, no i cóż… mój teoretyczny brak bielizny nie dawał mu spokoju :-) Musiał to sprawdzić! Przysunął się delikatnie i ręką objął mój pośladek. Rozejrzałam się. Mimo, że co chwilę  ktoś przechodził obok, to nie chciałam żeby przestawał. Miałam ochotę na Niego. Znowu stał 5 cm ode mnie, a ja nie mogłam Go ani przytulić, ani pocałować. Czułam się jak w kaftanie bezpieczeństwa :-( To takie irytująco podniecające… Nie wiedzieć czemu, lubię ten stan :-D

„Wejdziemy do środka?” zapytał, wskazując palcem na mój samochód. Hm … ;-)

Domyślacie się zapewne jak czuje się zbłąkany na pustyni turysta, który nagle dostaje butelkę wody…? To tak właśnie się czułam kiedy Jego usta zabrały się za gaszenie mojego pragnienia ;-) To nic, że po parkingu kręcili się ludzie! To nic, że naprzeciwko nas wisiała kamera z monitoringu! To nic, że wszystko trwało zaledwie kila minut! To wszystko nic :-P Rozpalał mnie dotykiem, zapachem, ustami, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Nie mogłam…nie chciałam przestać! Kiedy byłam już naprawdę rozpalona, On … powiedział, że musi już iść…. Coooo????? Teraz???? Kiedy ja….

Ooooccccchhhhhhhhh !!!!!

Liczyłam na  ”latte” … no może ewentualnie szybkie  ”espresso” , a On… włączył tylko ekspres i … wyszedł!! Aaaaaaa!!!!!

 

 

emily

Szkolenie i … ciche pożegnanie…

Miałam dojechać do głównej siedziby firmy, w której pracuję, a potem już z Nim na docelowe miejsce szkolenia. Po szkoleniu miał odwieźć mnie spowrotem do filii. Taki był plan.

Kiedy dojechałam na miejsce, bardzo padało. Wysiadłam z samochodu i skierowałam się ku wejściu do budynku. Wyszedł. Chciał się przywitać. Wejście do budynku zasłaniał parkujący tam chwilowo samochód. Ku mojemu zaksoczeniu skorzystał z sytuacji, że „nikt nie widzi” i delikatnie mnie pocałował… Zaskoczył mnie. Nieco oszołomiona weszłam do biura i tam dopiero okazało sie, że niestety nasz plan legł w gruzach. On musiał wcześniej wyjść ze szkolenia, dlatego też nie miał możliwości później mnie odwieźć…

Pilotował mnie w drodze do Centrum Konferencyjnego, gdzie mieliśmy spędzić najbliższe godziny. Rozmawialiśmy przez telefon niemal całą drogę. I tak jakoś wyszło, że obydwoje bardzo żałowaliśmy, że nie możemy teraz siedzieć obok siebie. Nawet będąc tak blisko, znowu musieliśmy rozmawiać … tylko telefonicznie. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Razem, a jednak osobno. Na szkoleniu usiadł obok mnie. Czułam na sobie Jego wzrok, Jego zapach i oddech, kiedy szeptał mi do ucha. Przerwa obiadowa, usiadł naprzeciwko mnie. Kontakt wzrokowy mnie onieśmielał, ale i cieszył jednocześnie. Skończyliśmy jeść nieco szybciej niż inni i skierowaliśmy się do sali konferencyjnej. Pusty korytarz, cisza. Żadne z nas nie miało odwagi nic zrobić, mimo, że wiedzieliśmy, że to ostatnia samotna, wspólna chwila dzisiejszego dnia. Stanęłam przy ścianie, a On zbliżył się…zbyt blisko. Nogi mi się ugięły. I znowu poczułam te przyjemne motylki… Oparł się o ścianę i nasze noski delikatnie się musnęły. Patrzył mi prosto w oczy, w ten sam sposób, w który robił to na ostatniej Konferencji. Prawie(!) całował moje usta, kiedy usłyszeliśmy zbliżające się kroki. 3 sekundy później naszym oczom ukazali się inni uczestnicy dzisiejszego spotkania. Nawet nie wiem kiedy zdążył oprzeć się już obok mnie o ścianę i mówił coś o jakimś projekcie. Byłam oszołomiona. Weszliśmy do sali. Zrobiłam mu kawę, w zamian za co spotkałam się ze zdziwioną miną i  przyjemnym zaskoczeniem. Niby nic, a jednak czułam potrzebę „zadbania” o Niego, tak jak On niejednokrotnie  robił to  w stosunku do mnie.  Takie proste gesty, a naprawdę dużo zmieniają.

Godzina 15: ” Dziękuję  za spotkanie. Ja niestety muszę już wyjść…” Poczułam Jego wzrok na sobie i delikatną konsternację. Musiałam być bardzo oficjalna, a wcale tego nie chciałam. Powiedziałam tylko krótkie „cześć, trzymaj się” i odprowadziłam Go wzrokiem do drzwi…

Kilka minut później na ekranie mojego telefonu pojawiła się biała koperta…

On: „Nie zdążyłem sie pożegnać…przepraszam… Uważaj na siebie jak będziesz wracała. Całuję…”

Ja: ” Trzymaj się chłopaku…”

On: „Ty też dziewczyno ;-) Już tęsknię… :-* ”

 

Wyjechał na urlop…

 

emily

Dawne stawy, ale tym razem … jest inaczej…

Wracaliśmy ze wspólnego spotkania służbowego. Świeciło słońce i było bardzo przyjemnie. Na tyle przyjemnie, że nie chciało nam się wracać do biura. Przynajmniej nie od razu. Przejeżdżaliśmy obok miejsca, do którego często zaglądałam będąc … na wagarach ;-) Stare dobre czasy :-D Pomyślałam „ciekawe jak wyglądają teraz moje dawne stawy” ? ;-) I niewiele się zastanawiając poprosiłam Go żeby skręcił w znajomą mi stronę. Okazało sie, że przez tyle lat dosłownie  wszystko tam się zmieniło.  ”Moje” dawne, jeszcze wtedy dzikie i nieprzewidywalne stawy zostały przekształcone w nowoczesny kompleks z wyrównanym terenem, pomostami i przeróżnymi atrakcjami wokół. Nawet polna, ślepa droga z „parkingiem” w polach zmieniła się w ogromny parking z asfaltową drogą dojazdową :-/ Dla mnie dziwne przeżycie, bo nie spodziewałam się takiej zmiany tak pięknego terenu. Teraz jest ok, ale to właśnie w tej dzikości był największy urok dawnych stawów.

Tak czy inaczej usiedliśmy na jednym z pomostów i wystawiliśmy w górę spragnione słońca buzie :-D  Było…super ;-) Pełen luz, nigdzie się nie spieszyliśmy, rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim, śmialiśmy się i standardowo dogryzaliśmy sobie nazwajem. Czułam się swobodnie i… najważniejsze… nie musiałam przy Nim nikogo udawać. Nie jest to jednak facet, o którym myślę…wiecie…w kontekście seksualnym… Jest ok, świetny kumpel… mężczyzna, troskliwy, delikatny, czuły, szczery… Taki do … całowania i przytulania, ale… nie wyobrażam sobie, że mogłabym z Nim pójść do łóżka :-/ Kiedy mnie obejmuje…hm…trudno to wyjaśnić, ale… krępuje mnie to :-/ Nie wiem, dlaczego tak jest… To dziwne uczucie…

Po trzech godzinach „opalania się” ;-) stwierdziliśmy, że jednak trzeba wrócić jeszcze chociaż na chwilę do pracy hehe  Niemal z przymusem wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do firmy. Całą drogę czułam Jego wzrok na sobie i dziwne napięcie wiszące  w powietrzu.  Wszedł na chwilę ze mną do biura i po 10 minutach stwierdził, że musi wracać do swojej filii oddalonej o ponad 200km. Tak więc czekała Go jeszcze nie-krótka trasa :-/ Kazał sie odprowadzić :-D Kiedy byliśmy już za budynkiem, nagle przycisnął mnie do ściany i … delikatnie pocałował (!) Nie opierałam się, bo… to było miłe :-) ale… miał na to cały dzień poza firmą, a nie tu!! Monitoring i kręcący się współpracownicy :-/ Ale sobie wybrał moment :-/ Zorientował sie chyba, że nie wybrał zbyt dobrej chwili na takie czułości i tak naprawdę po dwóch „cmokach” odsunął się ode mnie i z wieeelkim żalem w oczach przeprosił i powiedział, że musi jechać. Szczerze? Nic nie powiedziałam, bo po raz kolejny bardzo mnie zaskoczył. Miałam koszmarnie mieszane uczucia…

Pojechał…

 

Kilkanaście minut później…

Ja: „Nie powinniśmy…”

On: „Wiem, nie mogłem się powstrzymać…przepraszam”

I tak od słowa do słowa  napisał, że ma wyrzuty sumienia wobec swojej żony  po ostatniej Konferencji i że rozsądniej będzie, jeżeli sytuacja się nie powtórzy. Zgodziłam się z Nim, bo sama nie jestem przekonana co do sensu tego co się… dzieje? :-/ Poza tym, On jest… zbyt  … delikatny? Nie wiem nawet  jak to określić :-/ Nigdy wcześniej nie całował innej kobiety, niż swojej żony (!) To mnie…onieśmiela (?), zbija z tropu (?) i stawia w niezręcznej sytuacji :-/

Tylko…po co całował dzisiaj…? Poprosiłam, żeby się ogarnął, obiecałam, że zrobię to samo i wszystko wróci do porządku dziennego…

Nie chcę się w to pakować… chyba…

 

 

emily

Ostatni (?) pierwszy taki seks

Godzina dziewiąta, SMS: „Jak tam dzisiejszy nastrój? Widzimy się?” … Serce zaczęło szybciej bić, a dokumenty same wypadły mi z rąk. Co prawda zdążyłam wypić już poranną kawę, ale teraz to nie ona podniosła mi ciśnienie. Denerwowałam się! Naprawdę bardzo sie stresowałam tym spotkaniem. W głowie kotłowało się mnóstwo pytań bez odpowiedzi… Jak to będzie? Czy mu się spodobam? Czy podołam Jego oczekiwaniom? Jak mam  się zachować? Czego od Niego oczekiwać? Czy mogę przy Nim być po prostu sobą, czy mam udawać, zaspakająjąc jedynie Jego wygórowane ambicje…?

Kiedy weszliśmy do Jego miszkania, po chwili stanął naprzeciwko mnie i … przytulił mocno do siebie. Wspominałam mu kiedyś, że bardzo mi tego brakuje… pamiętał… ;-) Jego zapach…mmmm…  upajałam się tą chwilą… Odwrócił mnie tyłem do siebie i zaczął pieścić moje plecy, pupę, piersi… Potem już wszystko inne przestało mieć znaczenie. Poświęcił mi swój czas. To nie był szybki seks, przynajmniej tak tego nie odczułam. Zanim przeszliśmy do sedna sprawy ;-) czułam się bardzo dopieszczona, a to akurat bardzo lubię :-D  W tak zwanym międzyczasie rozwinęła się rozmowa na temat różnego rodzaju udziwnień w sypialni. Nie mówiłam nie, bo lubię eksperymentować w łóżku, ale na tym etapie nawet nie przypuszczałam, że ma to jakikolwiek związek z tym co miało za chwilę nastąpić…

Zapytał czy może  zakryć mi oczy. Zgodziłam się, bo byłam ciekawa Jego pomysłu. Zrobił to.  Teraz widziałam wszystko już tylko oczami swojej wyobraźni…! Ufałam mu…

Całował, dotykał, nic nie mówił… głośno oddychał, wyczułam Jego zdenerwowanie. Odszedł ode mnie na chwilę. Poczułam dziwny niepokój. Nie bałam się, ale jednak czułam się znacznie bezpieczniej, kiedy wiedziałam, że jest przy mnie.  Postawił coś na półce. Nadal nic nie mówił. Nagle poczułam, że coś miękkiego, delikatnego przesuwa się po moich plecach i ląduje na mojej pupie. Och! Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało sie, że to … pejcz!! Kompletnie się tego nie spodziewałam, ale teraz już wiedziałam, że to będzie naprawdę ekscytujące spotkanie ;-)

Całował moje plecy, czym doprowadził mnie do rozkoszy. Delikatne muśnięcia rzemyków sprawiały, że moje pośladki stawały się coraz bardziej nabrzmiałe i wrażliwe. Niepweność podniecała coraz bardziej. Poprosił, żebym zmieniła pozycję względem bezgłowia i teraz moje nogi leżały na miękkiej poduszcze, a ja, niemal jak posłuszna sunia, czekałam na dalsze wskazówki. Słyszałam jak coś otwiera i chwilę później poczułam przyjemnie zimną, delikatną substancję na mojej gorącej i zniecierpliwionej kobiecości. Och! Ależ to było przyjemne! Powoli włożył we mnie palec i pieścił serwując mi kolejną dawkę przyjemności. Kazał przysunąć się do bezgłowia i ku mojemu wieeeelkiemu zaskoczeniu, poczułam jak „nabijam” się na „coś” dużego, grubego, śliskiego, ach (!) i tak przyjemnego! Gumowy przyjaciel zaprosił mnie do zabawy, a ja …? No cóż, nie mogłam mu odmówić ;-) ! Przy tym cały czas czułam na pośladkach delikatne uderzenia skórzanych paseczków, króre podkręcały mnie jeszcze bardziej. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego na zalewającą mnie rozkosz nie musiałam zbyt długo czekać…? To raczej oczywiste przy takich odczuciach, mimo, że zwykle mam z tym dosyć dużą trudność. Padłam bezwiednie na łóżko próbując opanować emocje, które targały moim ciałem. Znowu odszedł ode mnie na chwilę. Kiedy wrócił, jednym ruchem podniósł moje zwiotczałe ciało i wbił się we mnie od tyłu. Jęczałam z rozkoszy, którą mi dawał. On, głośno dyszał. Trzymał mnie mocno za biodra i tym razem doszedł we mnie sprawiając mi  analną przyjemność. Pozwoliłam mu na to…

Leżałam na łóżku, On obok. Rozmawialiśmy. Zeszliśmy na ziemię. Gładził palcami moje plecy i pośladki. Było tak miło…

Szybki prysznic i … powrót do rzeczywistości… do pracy :-/ Cały dzień nie mogłam się skupić. Pupa mnie piekła! Ale to akurat był przyjemny ból ;-)

 

emily

Nieoczekiwany finał Konferencji

Ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się o tej Konferencji. Lubię uczestniczyć w takich spotkaniach, bo zawsze są one rzeczowe i bardzo dużo wnoszą w moje życie zawodowe. Spotkanie zaczynało się o 11. Wyjechałam z domu bardzo wcześnie, bo miałam przed sobą ponad 400km. Pierwsze 100km przejechałam swoim samochodem, a potem już wspólnie z moimi współpracownikami. Nie musiałam prowadzić, więc usiadłam na tylnym siedzeniu i właśnie teraz postanowiłam zapomnieć o wszystkich codziennych sprawach i spędzić kilka fajnych chwil…w pracy, ale z przyjaciółmi ;-)

Kierowcą był mój „najbliższy” współpracownik. Siedziałam za Nim. Nie wiedzieć czemu niemal cała drogę utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy… w lusterku wstecznym ;-) Droga przebiegła szybko i bezproblemowo. Uśmiałam się za wszystkie czasy. To był tzw. „wesoły autobus” hehe

Na miejsce dojechaliśmy o 10:58 (!!!) Niemal wpadliśmy na salę konferencyjną w ostatniej chwili. Zmęczeni, zdyszani i nadzwyczaj rozbawieni skupiliśmy na sobie uwagę wszystkich już zgromadzonych :-D Usiedliśmy na wyznaczonych miejscach i już w pełnym skupieniu wchłanialiśmy nową wiedzę ;-) Kilka godzin później usłyszałam: „zapraszamy na 15-to minutową przerwę kawową”. „Wkońcu” – pomyślałam, a mój pęcherz był na granicy wytrzymałości hehe Oczywiście przed konferencją nie było już czasu nawet na siusiu :-/ Wypiliśmy szybką kawkę i spowrotem na wykład . I tak do 19-tej (!!!) Szczerze mówiąc byłam już trochę zmęczona. Wstałam o 3 nad ranem, żeby tu być :-( Wieczorem zaplanowana była kolacja. Miałam godzinę, żeby doprowadzić się do stanu używalności hehe

Szybki prysznic. Make up. Wymiana szpilek na „lepszy model” ;-) , trzy głębokie wdechy i jak zwykle przyszłam spóźniona :-D Pyszna kolacja i fantastyczne towarzystwo. Tak się złożyło, że siedziałam obok mojego  szefa, ale szczerze mówiąc wszyscy dzisiaj zapomnieli o tym kto jest górą i kto dla kogo pracuje. Byliśmy jedną zgraną ekipą i to chyba najbardziej mi tego wieczoru odpowiadało :-D Czułam się znakomicie ;-)

Początkowo On siedział naprzeciwko mnie. Z  biegiem czasu każdy odnajdywał już swoje własne miejsca na sali i tak jakoś wyszło, że resztę wieczoru spędziliśmy siedząc bardzo blisko siebie. Ale bez podtekstów, proszę! :-P  On jest… hm…. specyficzny ;-) Uwielbiam tego gościa. Kłócimy się jak pies z kotem, ale jednocześnie  dogaduję się z Nim jak z nikim innym. Znamy się niespełna rok, a mam wrażenie jakbym znała Go całe życie.  Czuję się przy Nim swobodnie, choć denerwuje mnie jego idealistyczne podejście do…wyglądu :-/ Ciągle się czepia. A to, że koszulę mam zmiętą, a to że lakier z paznokcia mi się uszczerbał, albo że źle buty dopasowałam do fryzury :-/ Taki jest (!) i teraz już sie do tego przyzwyczaiłam.

Tak czy inaczej świetnie czułam się, kiedy był obok. Impreza skończyła się koło 3 nad ranem. Oczywiście jak dla nas…za wcześnie. Poszliśmy więc z piwkiem jeszcze do pokoju. Kolega, z którym dzielił pokój poszedł pod prysznic, a my zostaliśmy sami. I nagle zrobiło się tak jakoś… dziwnie. Ja siedziałam na łóżku, a On leżał mi na kolanach i … patrzył… prosto w oczy…nic nie mówił…ja też zamilkłam… Nie wiem ile czasu to trwało, ale nagle drzwi łazienki się otworzyły i wszystko prysło jak bańka mydlana. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i koło 4:30 zmęczenie zaczęło kierować moim ciałem do swojego pokoju. Odprowadził mnie do drzwi i kiedy te zamknęły sie za nami, przysunął sie do mnie i zaczął całowac (!) Dopiero po chwili delikatnie sie odsunęłam i … odeszłam…

Kręciło mi się w głowie, ale teraz już nie wiem czy od nadmiaru alkoholu, czy emocji  jakie targały moimi myślami. Usiadłam na kanapie w korytarzu i próbowałam dojść do siebie. Kilka… może kilkanaście minut później… zobaczyłam, jak stoi przy ścianie  i patrzy na mnie… Podszedł, usiadł obok i bez słowa zaczął całować moje usta. Nie opierałam sie…nie potrafiłam… Po chwili wstałam. Poszłam w stronę pokoju. Odwróciłam głowę i … wróciłam do Niego (!) Teraz to ja Go całowałam, a On … nie wyglądał na zawiedzionego ;-) Wszystko trwało nie dłużej niż  kilka minut, ale … na chwilę straciłam głowę…

Kiedy położyłam sie do łóżka,  próbowałam ogarnąć to co stało się przed chwilą, ale mój zmęczony umysł stanowczo zaprotestował i … zasnął ;-)

Rano, kiedy zeszłam na śniadanie, On siedział już z resztą towarzystwa przy stole. Nie potrafiłam spojrzeć mu w twarz. Czułam sie okropnie. To fakt, nic wielkiego się nie stało, zaledwie kila buziaków i tyle… ale nie planowałam tego i nie spodziewałam się takiego finału wczorajszego wieczoru. Zastanawiałam się co będzie dalej. Nie chciałam ze swoimi współpracownikami wchodzić w tego typu relacje…

Tak czy inaczej przez kolejne kilka godzin konferencji miałam o czym myśleć… choć mimo wszystko musiałam skupić się na tym spotkaniu.  Wyjechaliśmy koło 17-tej.  Powrotna droga upłynęła w ciszy i spokoju, ale chyba wszyscy byli już tak zmęczeni, że nikomu nie chciało się nawet nic mówić. Patrzył na mnie (w lusterku) i nieśmiało się uśmiechał… Konsternacja na maksa!

Kiedy podjechaliśmy pod mój samochód, wysiadł razem ze mną. Porozmawialiśmy chwilę i … przytulił mnie… mocno i czule…

I choć wyjazd zaczął sie kupą śmiechu, to nagle zrobiło się tak jakoś poważnie…

 

Nie ogarniam…

 

 

emily

Centrum miasta i nieodparta ochota…na siebie

Poranne, nieplanowane spotkanie. Staliśmy naprzeciwko siebie i zwyczajnie rozmawialiśmy.   Napięcie seksualne było jednak tak duże, że każdy kawałek mojego ciała czekał tylko na Jego dotyk. Każde słowo sprawiało, że drżenie rąk stawało się coraz bardziej zauważalne. Pieścił moje zmysły nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Nie chciałam, nie mogłam dać po sobie znać, że pragnę Go tak bardzo. Jego wzrok rozbierał mnie powoli i delikatnie. Staliśmy 10 cm od siebie i nie mogliśmy się dotknąć. Nie mógł mnie całować, nie mógł pieścić.

No cóż, jednak centrum miasta to nienajlepsze miejsce do fascynacji sobą, nawet kiedy rozum na chwilę przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie… Tym razem, to chyba zdrowy rozsądek wziął górę…

 

emily

Kiedy (nie)przyjdziesz do mnie…

Na pierwszym koncercie o.n.a. byłam kiedy miałam niespełna 14 lat. Dzięki znajomemu weszłam za kulisy, a potem na zamkniętą imprezę po koncercie. Wrażenia? Niezapomniane!!! I tak już zostało. Płyty Agnieszki leżą niemal na najwyższej półce mojej płytoteki.

Teraz, po pięciu latach nieobecności… strzela w dziesiątkę, w moją prywatną dziesiątkę. Zakładam słuchawki, daję głośniej i … każde słowo się zgadza…

 

 

emily

Tak, jesteś moim Panem, a ja …

Zaczęło się bardzo banalnie. Oczarował mnie sobą już od samego początku. Poświęcił mi swój cenny czas i sprawił, że znów zapragnęłam  … bliskości … ? Jest czuły i delikatny, ale też stanowczy i niemal apodyktyczny.

Kiedy mówi… ja słucham…

… hm…uczę się słuchać…  ;-)

 

Tak, jestem szczęśliwa!

Tak, kręci mnie to i nie chcę tego zmieniać!

Uległość…wobec Niego… podnieca, uzależnia, wyzwala…

 

 

emily

 

Czy to tylko moja wyobraźnia…?

Impreza Noworoczna i kupa śmiechu ;-)

Wczoraj, późnym wieczorem, wróciłam z weekendowej imprezy noworocznej organizowanej przez firmę, w której mam przyjemność pracować. Muszę Wam powiedzieć, że to były chwile  pełne niespodzianek ;-) Oj, działo się, działo ;-) Kilka godzin w drodze w nieprawdopodobnie mało poważnym towarzystwie sprawiło, że cała twarz bolała mnie ze śmiechu, nie mówiąc już o moim brzuchu. Oj, dawno się tak nie uśmiałam :-D W cudownym i niesamowicie wieeeelkim hotelu zaraz po przyjeździe poddaliśmy się relaksowi w saunie, na basenie, ach no i oczywiście maseczki, masaże  i wszelkie inne przyjemności dla ciała i zmęczonego po podróży umysłu. Potem dwie godzinki na przygotowania do imprezy i szaleństwo do białego rana. Pysznie zjadłam, napiłam się ulubionego czerwonego wina, wytańczyłam za wszystkie czasy i znowu uśmiałam się do rozpuku. Kiedy chwiejnym krokiem wracałam do pokoju było już po piątej nad ranem ;-) Moja podusia była już tak przyjemnie mięciutka, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano śniadanie, konferencja, szkolenie i popołudniowy powrót do rzeczywistości.

Świetnie się bawiłam i odreagowałam dające się już we znaki zmęczenie po ciężkich ostatnich kilku miesiącach.

 

 

 

emily

Czego sobie życzę…?

Hm… Trudne pytanie…jest tego tak dużo, a jednak tak niewiele…

W Nowym Roku sama sobie życzę …

…przede wszystkim  wiary w lepsze jutro…

…więcej wiary w siebie i własne możliwości…

…realizacji postawionych sobie celów…

…niezmiennej satysfakcji z tego co robię każdego dnia w pracy…

…uczucia, które w końcu da mi ukojenie…

…uniesień, które sprawią, że rzeczywistość przestanie być już tylko czarno-biała…

…marzeń, które znajdą swój finał…

… i życzę sobie, żebym wciąż była sobą…niezależnie od tego ile i jakie błędy będę popełniała. I niezależnie od tego jak i z kim będę dzieliła swoje chwile.

I jeszcze jedno… ;-)

Naiwność … to cecha, z którą często sobie nie radzę, więc jeszcze nad tym chciałabym popracować  w tym Nowym Roku :-D

 

 

emily

W Nowym Roku…

W Nowym Roku życzę Wam przede wszystkim szczęścia, wiary w marzenia i wiele niezapomnianych chwil…

Życzę Wam nieprzyzwoitego szaleństwa, nie tylko w łóżku ;-) , a także uniesień wartych każdego grzechu…

Życzę Wam, abyście nigdy nie zatracili własnych wartości i niezależnie od tego, co inni powiedzą, zawsze wiedzieli kim tak naprawdę jesteście…

 

 

emily

Podsumowanie roku…

Chyba już najwyższy czas na podsumowanie tego …hm…dziwnego…  roku!  Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że się już kończy :-D

Miałam w ostatnich dniach kilka wolnych chwil i trochę poczytałam… Pierwszy raz wróciłam do samego początku istnienia tego bloga, a potem dzień po dniu…strona po stronie… wciągnęłam się… O Jezu! Ależ ja byłam naiwna!

Nigdy nie wracałam do swoich wpisów, nigdy ich nie poprawiałam i starałam się nie odwracać za siebie. Teraz, przez chwilę,  pozwoliłam sobie na małą analizę swojego życia… na powrót do przeszłości, niedalekiej ale wydaje się, że jednak tak odległej…Każdy dzień przynosi w moim życiu nowe wyzwania i dodaje do swojej listy nowe doświadczenia. Czasami przyjemne, czasami …no cóż…trochę mniej. Każdy dzień jednak uczy pokory i wiary w lepsze jutro, mimo wszystko…

Jeśli chodzi o miniony to rok, to trochę się działo ;-) Raz lepiej, raz gorzej, jak to w życiu  :-P  Blog pozwolił mi na wspomnienia sprzed kilku lat, a także  zarejestrowanie wydarzeń coś znaczących w mojej codzienności. Udało mi się wyjaśnić stare sprawy z Patrykiem i ostatecznie zakończyć tą znajomość. Udało mi się zobaczyć i przeżyć kilka miłych chwil z Casanovą, ale do dziś nie skontaktowaliśmy się ze sobą, choć wiem, że On wciąż cierpliwie czeka. Trójkąt, choć bardzo przyjemny i inspirujący, to chyba jednak nie moja bajka.  ”Drobne” przygody, choć bardzo miłe, to jednak nie spełnienie moich marzeń.

Dużo czasu poświęciłam pracy, zwłaszcza w drugiej połowie roku. Dużo czasu, a raczej swoich myśli poświęciłam też Jemu… Początkiem roku  był w mojej głowie niemal codziennie. Potem coraz bardziej oddalałam się od Niego. Mimo, że nigdy nie byliśmy razem, to jednak w dziwny sposób przywiązałam się do tego, że po prostu jest…GDZIEŚ…jest…Gdzieś w myślach, niespełnionych marzeniach i nierealnym świecie…  Potem moje życie zawodowe nabrało większego tempa i na szczęście nie miałam już  tyle czasu na myśli, analizy i domysły.

Jasne, zrobiłam kilka rzeczy, z których dumna nie jestem, ale nie cofnę czasu i nie mam zamiaru sobie tym zawracać głowy. Zamykam stary rok i z nowymi planami wchodzę w Nowy ;-)

 

 

emily

Czarne Audi…

Piątek. Obudziłam się znacznie później niż powinnam. Na podwójnym gazie popędziłam do pracy. Biorąc pod uwagę moje szczęście, oczywiście na każdych światłach musiałam odstać swoje. Kiedy podjeżdżałam pod ostatnie skrzyżowanie nieopodal mojej pracy, na równoległym pasie zobaczyłam podjeżdżające czarne luksusowe Audi. Mimowolnie odwróciłam głowę kiedy zatrzymał się obok mnie.  Za kierownicą siedział  przystojny mężczyzna tak koło czterdziestki. Spojrzeliśmy na siebie i nagle ów mężczyzna przywitał mnie szerokim uśmiechem :-D. Trochę skrępowana nieśmiało odwzajemniłam uśmiech. Byłam zdziwiona, ale i mile zaskoczona. No cóż, miły początek dnia-pomyślałam i popędziłam dalej. Na szczęście nikt nie zauważył, że do biura wpadłam z kilkunastu minutowym spóźnieniem. Od progu zauważyłam stos dokumentów na moim biurku i już wiedziałam, że to będzie długi dzień :-( Telefony zaczęły dzwonić jak oszalałe a skrzynka mailowa pękała w szwach. Koło pierwszej  już wiedziałam, że nie wyjdę dzisiaj punktualnie, a w porannym pośpiechu nie zdążyłam zaopatrzyć się w śniadanko :-(  Wyskoczyłam więc szybko do mojej ulubionej knajpki na szybki obiad, ale nie chcąc tracić zbyt dużo czasu postanowiłam wziąć coś na wynos i zjeść przy biurku :-/ Kiedy czekałam na swoje zamówienie, nagle do lokalu wszedł mężczyzna… Tak!  Ten z porannego Audi!!! Ten sam!!! Nie wiedzieć czemu, nagle zrobiło mi się  gorąco ;-) Początkowo udałam, że go nie widzę, ale kiedy podszedł bliżej nie miałam już możliwości „ucieczki”, poza tym, że odwróciłam się tyłem.  ”O! Znowu się spotykamy. Bardzo mi miło” – usłyszałam za plecami niebywale czarujący męski głos. Nogi mi się ugięły, a głowa próbowała ogarnąć sytuację. Udałam zaskoczoną… (jedyne co mi do głowy przyszło :-/ ) i uśmiechnęłam się nie mogąc pozbierać myśli. „Emil” – powiedział z uśmiechem podając mi swoją dłoń. „Emily”… odpowiedziałam czując już tylko ciepło jego skóry.  Nagle rzeczywistość zaczęła do mnie docierać  przez Panią, która trzeci raz z rzędu powtarzała, że mój obiad jest gotowy do odbioru. „Muszę iść” wybełkotałam i jak w transie  wyciągnęłam dłoń po kartonik z jedzeniem. „Do zobaczenia” – powiedział kiedy trącając po drodze jedno z krzeseł byłam już prawie przy drzwiach. Odwróciłam się, uśmiechnęłam i wyszłam. Wsiadłam do samochodu. Dopiero po chwili zauważyłam stojące równolegle do mojego, czarne Audi. „Bardzo dziwny zbieg okoliczności” pomyślałam i w duchu się uśmiechnęłam. „Ale czemu powiedział „do zobaczenia?”hm..” Wróciłam do pracy, ale ten cały Emil nie dawał mi spokoju. Tak czy inaczej miałam przed sobą raport, który był dzisiaj priorytetem, więc pełne skupienie i na bok wszystkie inne myśli ;-) Z pracy wyszłam dopiero po szóstej. Musiałam jeszcze zrobić drobne zakupy, więc podjechałam do jakiegoś małego sklepu po drodze. Zaparkowałam. Szukałam portfela w torebce. Kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam… czarne Audi :-O „O kurwa! Co jest grane? On mnie śledzi?!?”  Nie wiedziałam co mam robić. Chciałam już włożyć kluczyki do stacyjki z myślą, że zrobię jednak zakupy gdzieś indziej, kiedy on wychodząc z samochodu popatrzył zdziwiony w moją stronę i … zaczął się śmiać… (!) Nie mogłam się powstrzymać i też wybuchłam śmiechem. Ręce mi opadły. Kiedy wyszłam z samochodu, usłyszałam tylko ” Wiedziałem, że jeszcze się zobaczymy”. To wszystko było tak dziwne, że wciąż reagowałam tylko śmiechem. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. To było takie dziwne. Zamieniliśmy kilka zdań. „Zrobiliśmy” zakupy, a kiedy wychodziliśmy ze sklepu, on nagle powiedział ” Nie żegnam się, bo wiem, że jeszcze się zobaczymy”…  ”Co????? Kiedy? Gdzie? Dlaczego?” Cholera, znowu nie ogarniałam. Pomógł mi z zakupami.  Znowu podaliśmy sobie dłonie, choć tym razem trochę dłużej niż ostatnio, a potem każde z nas odjechało w innym kierunku. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, ale byłam zbyt zmęczona, żeby teraz to analizować. No cóż… życie potrafi zaskakiwać… ;-)

 

 

emily

Kleimy uszka ? ;-)

Po całym dniu sprzątania, mycia okien i przedświątecznych porządków przyszedł czas na relaks ;-) Zakładam fartuch i słuchawki na uszy. Uwielbiam gotować, a kiedy robię to późnym wieczorem, to zawsze towarzyszy mi moja ulubiona muzyka. Dzisiaj w moich słuchawkach gości „Lorde”. Jest jedną z moich naj naj ;-) Biorę się za uszka, a do tego pierożki z kapustą i grzybami, no i musowo z suszoną śliwką :-) Mmmmmm pychotka! W końcu Wigilia już tuż tuż ;-)  Jutro moja ulubiona część…pieczenie :-D

 

Jak skończę uszka, napiszę Wam co mi się wczoraj przytrafiło ;-)

 

http://www.youtube.com/watch?v=tzdQQp_VkO8

 

 

emily

What now…?

Zbliża się koniec roku… i tak sobie myślę, że chyba najwyższy czas na „poważne” decyzje…

Punkt 1. Mniej naiwności!

 

 

 

emily

 

Nieziemski gorset ;-)

Dopiero środa, a ja już mam dość tego tygodnia :-( Po pracy postanowiłam poprawić sobie humor i poszłam na małe zakupy. Nowa bielizna w mojej garderobie  zawsze sprawia, że jakoś lepiej się czuję ;-) Może to dziwne, ale naprawdę nie znoszę zakupów. Jestem chora, kiedy muszę iść  kupić sobie nowe spodnie czy koszulę. Wyjątkiem jest właśnie bielizna i … buty :-D :-) ;-) Zarówno jednego jak i drugiego mogę mieć dziesiątki w szafie :-D I wciąż jest za mało ;-) Mam swoją ulubioną markę. W związku z tym, że w mieście otworzyła się nowa galeria, poszłam zobaczyć czy znajdę tam coś dla siebie. No i oczywiście , że znalazłam! Uwielbiam czarne koronki i satynowe wykończenia, dlatego już od progu moją uwagę przyciągnął nieziemski gorset, w który był „ubrany” manekin przy głównym wejściu. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!! Muszę go mieć!!!-pomyślałam, a moje libido na sam widok zrobiło podwójne salto ;-) O fuck!!! Cztery stówy?!? Mój zapał nieznacznie … zgasł… :-/ Faktycznie, był boski…ale cztery stówy?!?  Ok, bez jednej złotówki ;-) – pomyślałam, hehe ;-) Szukałam „jego” zastępcy, ale już nic nie było tak piękne  jak ten, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia hehe Nie mogłam się powstrzymać. Przymierzyłam. Och!!! Cudowny!! Nie odkrywa na wejściu wszystkich kart – tak jak lubię ;-) Skrywa w sobie tajemnicę… Koronkowe wykończenia na opalonym ciele wyglądają nieprawdopodobnie podniecająco, a delikatny push up sprawia, że piersi są niemal idealne :-D Po prostu bomba! Patrzyłam w lustro i przez chwilę pomyślałam co musi czuć mężczyzna widząc swoją kobietę w takim cacku :-D Hmmmm

Wyszłam. Pokręciłam się jeszcze chwilę po sklepach…obuwniczych oczywiście i wróciłam do domu :-/  Jedno jest pewne…poprawiłam sobie nastrój ;-)

 

emily

 

PS: Fantastycznie wygląda w mojej garderobie ;-)